Zadzwoń do nas: 516778321

Hejka. Mam na imię Damian. Do Wojska należę od niecałego roku,a dokładnie od październikowego wyjazdu na "Revolution of Love". Obawiałem się trochę tego,że nie będę się potrafił dogadać z osobami ze starszego wojska,były to jednak zbędne obawy. Na początku ciężko było się przyzwyczaić do wczesnego wstawiania lub zakaz korzystania z telefonów,jednak dzięki temu mogłem przeżyć o wiele mocniej te rekolekcje. Codziennie miałem konferencję,na których dowiadywałem się nowych rzeczy o kolejnych wezwaniach modlitwy Ojcze nasz,która była tematem rekolekcji. Był również czas na modlitwę osobistą,podczas której miałem czas na przemyślenia,oraz czas na spotaknie z Bogiem sam na sam. Były również wspaniałe grupki dzielenia,na których mogłem się otworzyć przed wspaniałymi ludźmi,przy których nie bałem się o niczym mówić. Podczas każdej z trzech adoracji doświadczyłem czegoś niesamowitego. Przed pierwszą adoracją,poprzedzoną kilkugodzinną wędrówką górską bolały mnie nogi,podczas adoracji nie czułem żadnego bólu i mogłem bez problemu uwielbiać Pana na stojąco. W czasie drugiej adoracji,na którą mieliśmy zabrać ze sobą osobiste rzeczy wziąłem telefon,z którym nie rozstawałem się prawie w ogóle. W czasie adoracji poprosiłem Pana,żeby zabrał ode mnie moje uzależnienie od telefonu i internetu,co się stało. Od tamtej adoracji do teraz nie czuję ogromnej potrzeby korzystania z telefonu i internetu. Trzecia adoracja była według mnie najmocniejsza. Przed rozpoczęciem uwielbiania Pana poczułem ogromną potrzebę,żeby pójść do spowiedzi i wyspowiadać się ze wszystkiego złego,co zdarzyło mi się zrobić w trakcie poprzednich dni wyjazdu,żeby mieć czyste w stu procentach serce,co zrobiłem. Postanowiłem powierzyć Panu swoje uzależnienie od papierosów,z którym zmagałem się pomimo młodego wieku już dłuższy okres czasu. W czasie adoracji poczułem jak Jezus zabiera ode mnie uzależnienie już na zawsze. Wtedy wiedziałem,że jestem już w pełni wolny i nic nie jest w stanie oddalić mnie od Jezusa. Podczas wyjazdu mieliśmy również dzielenie się chlebem,które również było czymś niesamowitym,ponieważ usłyszałem wtedy wiele wspaniałych i miłych słów od wspaniałych ludzi. Wojsko Gedeona jest dla mnie jak drugi dom,jak druga rodzina. To właśnie dzięki Wojsku mogłem nawiązać wiele wspaniałych znajomości,doświadczyć wielu cudów w swoim życiu i przede wszystkim poznać Boga na nowo. Chwała Panu! D.S


Wiec cześć nazywam sie Justyna. Należę do Wojska bardzo krótko ale mam nadzieje ze bede nalezec jak najdłużej. Tegoroczne rekolekcje byly moimi pierwszymi rekolekcjami. Na poczatku trochę sie obawialam ze nie zostane zaakceptowna ze wzgledu na wiek,charakter. Ale juz na pierwszym wieczorku pogodnym te myśli odeszły. Poznalam wspaniałe osoby z którymi utrzymuje kontakt telefoniczny. Najbardziej wzruszyly mnie codzienne Adorację. Te 10 dni bardzo mnie zmieniły na lepsze. To co tam przeżyłam nie da sie opisac słowami. Napewno umocniło moją wiarę. Napewno będę jezdzic na kolejne rekolekcje. Każdemu polecam pojechać bo jest to najpiękniejszy czas pełen miłości, radości i uwielbienia


Przed rekolekcjami wakacyjnymi w Soblówce wierzyłam w Boga,ale byłam w stosunku do niego letnia. Zawsze znajdowałam jakaś wymówkę żeby się nie pomodlić, żeby nie iść do kościoła. Nie miałam pragnienia poznawania Boga. Jednak te rekolekcje całkiem odmieniły moja spojrzenie na naszego Ojca. Pokazały mi one fałszywe obrazy Boga, które były gdzieś głęboko we mnie zakorzenione. Dowiedziałam się wiele nowych rzeczy o Bogu. Podczas rekolekcji nauczyłam się modlić i uwielbiać naszego Ojca na każdym kroku i w każdym momencie. Stałam się otwarta na jego miłość i wolę, która nigdy nie będzie dla nas zła. Nauczyłam się, że Bóg zawsze chce dla nas dobrze i z każdego zła potrafi wyciągnąć dobro. Jesteśmy jego umiłowanymi dziećmi i kocha nas bez względu na wszystko. Codzienna modlitwa stała się dla mnie przyjemnością. Moja wiara jest teraz żywa. Chwała Panu! Wiktoria, 16 lat


Szczerze mówiąc nigdy nie pomyślałam że napisze coś takiego jak świadectwo. Zawsze jedynie co pisałam to amatorskie opowiadania i wiersze, które nic nie maja wspólnego z moimi przeżyciami. No może niektóre, ale teraz czas by powiedzieć coś od serca. Jadąc na te rekolekcje miałam nadzieję, że będą tak wspaniałe i takie same jak w zeszłym roku, bo o prawda to prawda odmieniły moje życie. Strasznie teraz żałuje że wtedy nie napisałam świadectwa, bo naprawdę wtedy się działy prawdziwe cuda. Jednak nie czas oglądać wstecz. Co prawda jadąc na te rekolekcje miałam trochę wymagań co do ich jakości i... nie zawiodłam się. Chociaż były inne niż wcześniej. No może nie zupełnie, ale pozwoliły mi na nowo poznać Boga, zdjęły mi klapki z oczu które przysłaniały mi moje dotychczasowe życie.które znów pobledło. I dzięki tym rekolekcjom znów zyskał kolory. Można by pół żartem, pół serio rzec że zostało wyprane w pervollu. W każdym razie, wiele zrozumiałam, poznałam wiele wspaniałych ludzi i pogłębiałam stare znajomości. Potrafiłam bawić się jak dziecko i miałam wrażenie, jakby w końcu po wielu smutnych chwilach z życia w końcu mogła się szczerze uśmiechnąć. Konferencje były super, pogodne świetne jak zawsze. Gra miejska też była ciekawa, mimo że zajęliśmy ostatnie miejsce. Bardzo także brakowało mi wojskowych mszy, praktycznie każdą przeżywałam pełnym sercem. I najlepsze na koniec to adoracje najświetszego sakramentu. Tego nie da sie porównać do niczego innego. Najprościej opisując te uczucia, które towarzyszą przy tej uroczystości to szczęście, takie proste jak u dziecka, które sie cieszy z przebywania rodzica obok niego i uwielbianie go za wszystko. Kulminacyjnym momentem rekolekcji była dla mnie spowiedź. Potrzebowałam jej tak bardzo, mimo że nie do końca byłam świadoma jak bardzo. Pozwoliła mi ona przeżywać rekolekcje należycie aż do końca. Pełna szczęścia, wiary, odrobinki smutku że to już koniec i nadziei że jeszcze tu wróce, powróciłam do domu i powiem jedno. Te rekolekcje były niesamowite, pouczające i wesołe zarazem i nie żałuje że tam byłam. Oby do nastepnego razu


Moim pierwszym wyjazdem z Wojskiem były Revolution w październiku zeszłego roku. Nie wiedziałam, że cokolwiek zmienią w moim życiu. Myliłam się. Całkowicie odmienił się mój pogląd na Boga. Po tych rekolekcjach byłam jeszcze na dwóch innych wyjazdach. Usłyszałam o wyjeździe wakacyjnym. Od razu wiedziałam, że chcę pojechać. Trafiła mi się super grupka. Na modlitwach wieczornych często płakałam i nikt nie wiedział dlaczego. Pytali, ale ja nie potrafiłam o tym mówić. Wiedziałam, że nie mogę tego skrywać i czułam, że muszę się komuś wygadać.
Nie potrafiłam wybaczyć moim rodzicom tego jak mnie traktowali i jak traktują mnie teraz. Na konferencji usłyszałam ,, Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień". Jedna osoba wytłumaczyła mi, że co innego nie chcieć i co innego nie potrafić. Ja chciałam, ale nie potrafiłam. Ciągle płakałam. Przyszedł dzień i powiedziałam o wszystkim mojej animatorce. Zaufałam jej jak nikomu wcześniej. Dwa dni po tym poszłam na rozmowę z księdzem. Kazał mi powtarzać jakieś zdania o przebaczeniu, ale to przecież nie jest tak, że jak je powtórzę to w głowie mi się odhaczy, że przebaczam. Mówił, że trzeba się modlić. Zaufałam jeszcze kilku osobom i poczułam się dużo lepiej. Postanowiłam, że chcę iść do spowiedzi. Wypisałam sobie grzechy, aby nic noe zapomnieć. Strasznie się stresowałam. Przed spowiedzią jeszcze porozmawiałam z Karoliną i spytałam ,, czy jak nie potrafię komuś wybaczyć to czy Bóg mi wybaczy? ". Powiedziała mi, że mi wybaczy, bo mnie kocha i Mu na mnie zależy.
Przyznałam się do ciężkiego grzechu, którego się wcześniej wstydziłam.
Gdy zaczęłam się coraz bardziej otwierać nadszedł koniec. Nie spodziewałam się, że aż przeżyję te rekolekcje. Dziękuję Bogu, że daje mi tak wspaniałych ludzi. Mimo różnych przeciwnosci, które stają mi drodze będę kochać Boga całym sercem i uwielbiać Go. To były najlepsze wakacje w moim życiu.


W tym roku w wakacje miałam wybrać się na rekolekcje z moim nauczycielem od religii- Księdzem Decem. Z początku nie chciałam tam jechać i przekonywałam rodziców, żeby jednak napisali do Księdza i odwołali mój wyjazd. Jednak oni nie zgodzili się i chcą nie chcąc zaczełam pakowac rzeczy. Pierwszego dnia otaczali mnie obcy ludzie i nie chcialam wdawac sie z nimi w żadną relacje...
Grupki dzielenia był to istny koszmar, ponieważ trzeba się było tam otworzyć przed jakimiś osobami których nawet nie znałam. Nie wierzyłam wtedy w Boga i chciałam już stamtąd wyjeżdzać. Wszystko zmieniło się jednak po pierwszej adoracji. Można było wyczuć obecnośc Boga w kościele. Z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej. Poznałam nowych kolegów wszyscy byli wspaniali:). Coraz chętniej udawałam się na Msze Święte i adoracje, a grupki dzielenia były wtedy najfajniejszą rzeczą w ciągu dnia


Te rekolekcje zmieniły całe moje życie. Wcześniej wątpiłam w moją wiarę, wątpiłam czy Bóg się mną interesuje...W trakcie rekolekcji wakacyjnych dostalam na kilka męczacych mnie pytan sporo odpowiedzi. Podczas każdej mszy św. słuchałam ze skupieniem jak nigdy wcześniej. W czasie adoracji Najświętszego Sakramentu poczułam coś czego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłam, modląc się zamknęłam oczy i rozpłakałam się. W pewnym momencie poczułam jakby Pan Jezus poprostu mnie przytulał jak własne dziecko. W tamtym momencie liczył się tylko On. Zrozumiałam , że tak jak to było powiedziane na jednej z konferencji Bóg jest naszym tatusiem! Takiej wdzięczności nie czułam nigdy wcześniej. Pieśni które śpiewaliśmy napełniły moje serce pragnieniem miłowania Pana oraz ogromną radością!


Do wojska dołączyłam stosunkowo niedawno,ale miałam już styczność z różnymi rekolekcjami.Na wyjeździe wakacyjnym ''Ojcze Nasz'' nie tylko dowiedziałam się wielu rzeczy ,ale próbowałam też w różny sposób doświadczyć Pana Boga i jego miłości do mnie. Nauczyłam się tam uwielbiać Boga co próbuje przełożyć teraz na codzienność .Rekolekcje pomogły mi też dostrzec w sobie fałszywe obrazy naszego Ojca , dużo uświadomił mi też film pt''Chata''. Najbardziej podobały mi się adoracje, na których mogłam otworzyć swoje serce przed Jezusem płakałam, śmiałam się , śpiewałam i nie obchodziło mnie nic był tylko On i Ja ! . Zazwyczaj na adoracjach czułam ciepło wewnątrz siebie, prosiłam więc Ducha Świętego o inne doświadczenie Pana Jezusa po czym przez pół adoracji szczypała mnie lewa dłoń początkowo myślałam ,że po prostu zdrętwiała mi ręka, ale gdy ks.Tomek powiedział ,że Pan Jezus dotyka kogoś w lewą dłoń zdałam sobie sprawę ,że zostałam dotknięta przez mojego Pana i Zbawiciela !. Wspaniałe przeżycie .Polecam każdemu taki wyjazd można bardzo mocno pogłębić swoją wiarę za co ja osobiście dziękuje mojemu Tacie .Na pewno nie był to stracony czas ,nauczyłam się też ,żeby żyć TU I TERAZ .Uwielbiam Cię Panie Jezu
Chwała Panu!



Przez wiele miesięcy z podekscytowaniem wyczekiwałam końcówki czerwca, aby móc wyjechać w góry wraz ze wspólnotą Wojska Gedeona i poznać Boga jeszcze mocniej.
Powiem szczerze, że tuż przed wyjazdem cała energia opuściła mnie i jadąc miałam średnie nastawienie. Dokuczał mi smutek i przygnębienie.
Ciężko mi opisać to, czego tam doświadczyłam...przeżyłam jedne z najpiękniejszych chwil
w moim życiu. To czego się nauczyłam, pozwala mi już teraz zmagać się z codziennymi trudnościami. Bardzo istotnym elementem była dla mnie spowiedź, która mocno mnie oczyściła i sprawiła, że pierwszy raz w życiu spowiadając się czułam fizycznie jakby ktoś mnie przytulał. Spowiedź sprawiła, że mój smutek i przygnębienie wyparowało. Od tamtej spowiedzi, cały wyjazd przebiegał tak, jakbym na każdym kroku doświadczała cudów. Bo wtedy wszystko było cudowne, na każdym kroku czułam jak Bóg uśmiecha się do mnie
i mówi: “Wierzę w Ciebie, mimo że inni nie wierzą.”.
Szczególnie zapadły mi w głowie dwa momenty, o których chcę wam powiedzieć.
Pierwszym z nich, była adoracja składająca się z dwóch momentów - wyciszenia na dworze
i spotkania z Jezusem w środku. Tego dnia, byłam świeżo po spowiedzi, czułam wzruszenie. Gdy siedziałam na ziemi, czułam coś czego nie jestem w stanie opisać. Miłość połączona z taką tęsknotą. To było cudowne.
Drugim momentem była “zabawa” polegająca na wzajemnym pisaniu sobie na kartkach, rzeczy które miały dotyczyć konkretnej osoby. Coś miłego, głębokiego, nadzwyczajnego. Następnie była adoracja, na którą mieliśmy zabrać nasze dzieła. Był moment, gdy mieliśmy wyjąć je i przeczytać. Powiem szczerze, że byłam chyba jedyną osobą, która czytając to co napisali o niej inni, płakała. Dla osób takich jak ja, które często mają poczucie niskiej wartości, taka pozorna zabawa mogła pokazać, że jesteśmy bardziej wartościowi w oczach innych niż myślimy. Ta kartka, którą zachowałam jest dla mnie schronieniem gdy czuję się odrzucona.
Nie sposób nie wspomnieć także o ewangelizacji, która była czymś czego nigdy jeszcze nie doświadczyłam. Nie ma nic piękniejszego niż głoszenie miłości Boga innym ludziom, naprawdę!
Podczas jednego z uwielbień w kościele, czułam fizycznie działanie Ducha Świętego. Miałam zimne dłonie, gdy nagle podczas modlitwy poczułam jak piecze mnie sam środek dłoni, podczas gdy reszta była tak samo zimna jak na początku. To było wspaniałe. Ponieważ jestem bardzo wrażliwą osobą, często płakałam podczas adoracji co dało mi wspaniałe ukojenie. Całe rekolekcje bardzo mnie zmieniły, zaczęłam patrzeć inaczej
na wszystko - zaczynając od siebie, kończąc na innych i przede wszystkim Bogu. Zrozumiałam, że nikt nie kocha mnie tak bardzo jak on.
Chciałabym podziękować każdemu, kto sprawił że te rekolekcje były tak cudowne. Zaczynając od wspaniałych księży: Nadzorującego wszystko ks.Bogdana, głoszącego wspaniałe katechezy ks.Marka i naszego eksperta od uwielbienia ks.Tomka. Naszych animatorów, którzy czuwali abyśmy czuli się dobrze. Panie kucharki i dyrektor schroniska. Tych, którzy zajmowali się muzyką. Całą moją grupkę, która pokazała jak wielkie postępy można zrobić w dziesięć dni.
Przede wszystkim jednak, dziękuję osobno każdemu z was. Zostaniecie na zawsze w moim sercu, dziękuję za te dziesięć dni, które przeżyliśmy razem. Mam nadzieję, że spotkamy się za rok. Każdemu kto zastanawia się czy jechać, mówię stokroć TAK. Jedźcie i przeżyjcie najpiękniejsze chwile w życiu. Chwała Panu


Z moimi relacjami z Bogiem bywało rożnie. Zanim pojawiłam się w Wojsku kontakt był zerowy, żeby nie nazwać rzeczy po imieniu, gdyż zwyczajnie nie wierzyłam w Pana. Z czasem on wzrastał, poznawałam Go z każdymi rekolekcjami coraz bardziej. Nie tylko byłam przekonana o Jego obecności, lecz także doświadczałam Jezusa fizycznie. Mimo wszystko wahałam się czy jechać na rekolekcje wakacyjne. Chwała Panu za to, że jednak wola Boża nie ominęła mnie, lecz stało się tak jak powinno. Śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu.
Po raz pierwszy poczułam taki prawdziwy głód Boga, było mi go wciąż mało.
Na początku rekolekcji nie potrafiłam się skupić, myśli wybiegały gdzieś w okolice mojego rodzinnego miasta, rodziny, przyjaciół. Z każdym dniem starałam się to odsuwać, jednak nie na tyle skutecznie. Dopiero to jak doświadczyłam Ducha Świętego zmieniło moje myślenie o 180 stopni. Pewnego dnia odbyła się ewangelizacja w Żywcu, dałam podczas niej z siebie wszystko, tańczyłam, śpiewałam, zachęcałam ludzi aby poznali Pana, czy to zwykłym uśmiechem, miłymi słowami, bądź radosnym okrzykiem wynikającym z bycia dzieckiem Bożym. Nagle poczułam się dziwnie, podczas śpiewu do moich oczu napłynęły łzy. Nie wynikały one jednak z jakichś konkretnych emocji. Uważam, że był to dar od Ducha Św., bowiem po tym fakcie stałam się niezwykle odważna i już żadna bariera nie stała między mną a ludźmi, którym miałam głosić tą radość. Dalej działy się już tylko cuda, nie zapomnę nigdy choćby modlitwy wstawienniczej, która znalazła swoje odzwierciedlenie w życiu codziennym i została wysłuchana. Najpiękniejsza jednak była dla mnie adoracja, podczas której mieliśmy wpatrywać się w Pana Jezusa przez 15 minut, w ciszy i spokoju serca. NIGDY WCZEŚNIEJ NIE CZUŁAM, ŻE ON JEST TAK BLISKO! Nie odrywałam wzroku od tych najpiękniejszych oczu, a myśli skupiały się na Nim. Każdy miał spojrzeć Mu prosto w oczy, ja czułam się jakbym czekała na jakieś ważne spotkanie, czułam taki ucisk w żołądku, bo On był tak niesamowicie blisko... I stało się, spotkały się nasze twarze, a także dotknęłam monstrancji. Była tak paląco ciepła, nie mógł to być przypadek, w przypadku wiary przypadki nie istnieją


Galeria